Home / Recenzje / Fallen Enchantress: Legendary Heroes – recenzja
Fallen Enchantress: Legendary Heroes – recenzja

Fallen Enchantress: Legendary Heroes – recenzja

StarDock to panowie odpowiedzialni za dzisiejszy obiekt recenzji – Fallen Enchantress: Legendary Heroes. Nie jest to ich pierwsze podejście do turowych strategii, bowiem ich pierwszym dzieckiem było (delikatnie mówiąc) Elemental: War of Magic. Developerzy spróbowali kolejny raz z samodzielnym rozszerzeniem Elemental: Fallen Enchantress, które znowuż nie dało rady i zostawiło za sobą niesmak. Mówi się jednak, że do trzech razy sztuka i tak oto powstał SAMODZIELNY DODATEK DO SAMODZIELNEGO DODATKU. Brzmi głupio, prawda?

2041157-709105_20130603_001

Pierwsze co rzuca się o oczy to polska wersja językowa, którą w Polsce zajął się Techland i wykonał pracę po łebkach. O ile mniejsze tytuły od wrocławiaków były naprawdę porządnie spolonizowane, to w tym wypadku jest to totalnie przeciwieństwo. Część nazw budynków/czarów/jednostek wciąż ma angielskie nazwy i tak zamiast sławy mamy „fame”, a nowa zawartość do pobrania to „new kontent”. Nieładne potraktowanie polskich graczy.

2041158-709105_20130603_002

Jeśli jesteście nowi, to pewnie będziecie chcieli zacząć grę od samouczka, który krok po kroku przedstawi wam zasady działania produktu? Ja też wyszedłem z takiego założenia, bowiem jest to mój pierwszy kontakt z serią, ale zawodu ciąg dalszy, bowiem filmiki instruktarzowe nie mają polskich napisów… Brak mi już słów.

Przemogłem się jednak po początkowej niechęci i rozegrałem scenariusze, których jest tutaj aż dwa – Upadła Zaklinaczka i Wojna o Anthys. Niestety historia przedstawiona w obu jest aż za typowa dla gier umiejscowionych w świecie fantasy. To samo jest z potworami – są zombie, pająki, olbrzymy – czyli wszystko co już dawno widzieliśmy. Nie czepiałbym się jednak tego, gdyby modele wyróżniały się na tle konkurencyjnego Heroes, czy Disciples. Nic z tego.

2041159-709105_20130603_003

Od strony graficznej jest naprawdę źle – tekstury są bardzo niskiej jakości, tak samo jak wszelkie efekty. Twarze bohaterów wyglądają jak jeden, ten sam model poddany lekkiemu liftingowy z różnym skutkiem. Nie wiem czy wygląda to po prostu brzydko, czy podchodzi już pod śmieszność. Narzekań jeszcze nie ma końca, bowiem Fallen Enchantress: Legendary Heroes cały czas miał momenty, w których nie wyrabiał. Grałem na komputerze z czterordzeniowym procesorem i 4GB RAM-u, a dziwne przycięcia były normalnością. Coś takiego często widuje u konsolowych portów, ale to jest tytuł stricte pecetowy.

Jak jednak wypada sam gameplay? Jest dość standardowo; budujemy miasta, które można rozwijać w różnoraki sposób i później czerpać odpowiednie bonusy. Rekrutujemy w nich nowe jednostki, którym może (ale nie musi) przewodniczyć bohater. Po drodze napotkamy na różne znajdźki, misje, potwory do pokonania i miejsca, gdzie będzie można postawić budynek produkcyjny np. kopalnię metalu. Zarówno zwykłe mięso armatnie, jak i mocniejsze jednostki wraz z każdą wygraną walką zdobywają doświadczenia, by zdobyć nowy poziom i podnieść statystyki. Wszystko wydawałoby się, że jest na swoim miejscu, ale brakuje najważniejszego elementu… syndromu jeszcze jednej tury.

Strategie mają to do siebie, że potrafią wciągnąć na grube godziny i mimo, że na zegarku jest grubo po 1:00, to chęć rozegrania jeszcze jednej tury wygrywa. Tutaj totalnie nie czuć tego czaru – choć widać, że twórcy bardzo chcieliby, żeby tam było. Albowiem wychodząc z gry sugerują, żebyśmy zostali rozegrać jeszcze jedną rundkę.

2041161-709105_20130603_005

Oprócz scenariuszy można pobawić się w grze dowolnej, gdzie do dyspozycji jest aż dwunastu bohaterów z różnych ras i o różnych plusach (i minusach). Niestety mechanika po dłuższym czasie potrafi znużyć swoją wtórnością.

W tych wszystkich błędach i niedociągnięciach znalazłem jednak też i pewne dobre aspekty: edytor, dzięki któremu stworzymy własne mapy, bohaterów i rasy. Istny raj dla ludzi lubiących bawić się w stwórców. Szkoda tylko, że przez (zapewne) lichą popularność gry nikt w nie nie zagra.

2041160-709105_20130603_004

Odpowiedź na pytanie: czy warto zainwestować swój czas i pieniądze w grę StarDock, wydaje się oczywista. Trzymajcie się z daleko, no chyba, że naprawdę macie głód na nową turówkę – ja jednak polecałbym zainteresować się ofertą konkurencji.

Grę do recenzji dostarczyła firma Techland

techland-logo_1728s