Home / Recenzje / Far Cry 3: Blood Dragon – recenzja gry
Far Cry 3: Blood Dragon – recenzja gry

Far Cry 3: Blood Dragon – recenzja gry

Blood Dragon to dzieło jedyne w swoim rodzaju; wyśmiewające znane mechanizmy w grach, cofające się stylistyką i kiczem do lat osiemdziesiątych, kiedy triumfy świeciły kasety VHS, ludzie słuchali muzyki na magnetowidach , a na dyskotekach wasi rodzice bawili się przy electro. Kto by się spodziewał, że pomysł wyjdzie od Ubisoftu, aniżeli od małego, niezależnego developera.

Wcielamy się w typowego bohatera, którzy nawiedzali ekrany kin 30 lat temu. Nasza wersja Rambo nazywa się Rex Colt, a jego zadaniem jest zbadanie sprawy eksperymentów nad bronią biologiczną. W połowie zmechanizowany żołnierz długo się nie zastanawia i rusza na tropikalną wyspę stawić czoła byłego agentowi, Sloanowi.

2037141-710754_20130424_005

Już na początku zabawy można domyślić się z czym będziemy mieli do czynienia przez resztę gry. Każdego pewnie irytują wciąż te same tutoriale, gdzie gra karze nam się nauczyć mechaniki, które pamiętamy od dawien dawna. Tutaj zabawę zaczynamy od polecania „by się poruszyć, porusz się”, a sprint został opisany jako „chodzenie, tylko szybsze”. Rex jako największy twardziel nie pozwoli, by robiono z niego idiotę i nie szczędzi inwektyw w stronę systemu.

Nawet podczas ładowaniu poziomów będziemy karmieni humorem w stylu „kolorowe czcionki zabrały nam sporą część budżetu”, „Alt + F4 nie jest twoim przyjacielem” lub „twoja postać ma pasek zdrowia, jeśli spadnie on do zera to zobaczysz napis ‘Game Over’”. Pewnie developerzy mieli masę frajdy wymyślając te wszystkie rzeczy.

2037605-710754_20130426_021

To co w shooterze jest najważniejszy – czyli strzelanie – zostało wykonane wzorowo. Każda spluwa działa zupełnie inaczej i daje frajdę. Miałbym jedynie zastrzeżenia do samego karabinu, który wydaje się najsłabszy ze wszystkich (nie licząc oczywiście podstawowego pistoletu). Reszta w postaci karabinu snajperskiego, strzelby, miotacza ognia,  łuku i mini-guna jest wyważona, ma słabe i dobre strony.

Misje możemy rozgrywać na dwa sposoby – po cichu bądź w stylu Sylvestra Stalone. Jeśli wybierzemy pierwszą opcję, to jedyna broń z jakiej można korzystać, to łuk. Powolne „przeładowanie” nadrabia zabójczą skutecznością, wystarczy jeden strzał, by zwykły przeciwnik padł. Miło tez, że twórcy uwzględnili opad strzały wraz z dystansem i trafienie czasami wcale nie jest takie łatwe. Biorąc pod uwagę, że reszta jest zabawą czysta arcade’ową, myślałem, że i ulubiony oręż Turoka zostanie spłycony.

2037630-710756_20130428_003

Sztuczna inteligencja nie wydaje się być… sztuczna. W razie wykrycia zabójstwa żołnierze przybiegają na miejsce zdarzenia i przeszukują pobliski teren i miejsce, z którego widziano strzał. Jeśli nic nie znajdą, to nie zamieniają się z powrotem na niczego nieświadome owieczki gotowe na rzeź. Często się obracają i nie chodzą pojedynczo. Najlepszym sposobem na rozdzielenie ich jest rzucenie kamienie, który odwróci uwagę, kiedy by przekradniemy się z drugiej strony i zaczniemy masakrę.

Elementy RPG w postaci zdobywania nowych poziomów stały się już tradycją i nieodłącznym elementem w każdej grze, nie inaczej jest tutaj. Niestety Panowie z Ubisoftu nie popisali się i spłycili mechanikę; gracz nie może wybrać kierunku rozwoju Rexa, to co dostaniemy osiągając dany poziom jest z góry ustalone. Jest to np. dodanie nowego kwadraciku zdrowia, możliwość przeładowania podczas sprintu, redukcja wszelkich uszkodzeń związanych ze spadkiem z dużej wysokości itp.

Świat jest otwarty, ale niestety pusty i strasznie jednolity.  Nie ważne w jakiej części wyspy byłem, nie różniła się znacząco od tej, którą odwiedziłem pół godziny temu. Ogromne przestrzenie nie są wypełnione, ale na szczęście Rex jest chyba zawodowym sprinterem, bo przemieszczanie się trwa dość szybko. Na dodatek po przejęciu garnizonu w dowolnej chwili można się do niego teleportować. Jestem wdzięczny za niezmuszanie mnie do sztucznego wydłużania gry.

2037880-710754_20130430_004

Developerzy próbowali jednak wprowadzić kilka losowych zachowań NPC-ów, które miały sprawiać wrażenie, że ten świat żyje. Nie raz zobaczycie strzelaniny dwóch zwalczających się obozów lub jak np. tygrysy polują na inną zwierzynę. Niestety wygląda to jakby tonący chwytał się brzytwy, bo te zabiegi wcale nie zmieniły ogólnego przyjęcia, a jedynie pokazały, że w tym temacie można zrobić znacznie więcej. Trzymam kciuki za odłączenie się od marki Far Cry i stworzenie oddzielnego IP z już budżetem jak dla typowej produkcji AAA.

Jako, że twórcy zdecydowali się na sandboxową budowę świata oprócz zadań głównych, znajdziemy sporo pobocznych zadań. Śmiało mogę stwierdzić, że stanowią one około 50 procent całej gry.

Cała mapa świata jest pełna posterunków, które musimy przejąć. Aby to zrobić musimy pozbyć się każdego chroniącego go żołnierza. To jak to zrobimy, zależy już od naszego widzimisię. Polecam jednak chociaż spróbowanie załatwienia wszystkiego po cichu; planowanie działań daje masę frajdy, tak samo jak sam sukces.

2037638-710756_20130428_011

Gdy już przejmiemy taki posterunek, to jest on automatycznie punktem kupna amunicji i telep ortem. Dodatkowo wraz z każdą placówką odblokowuje się misja łowiecka. Jej schemat jest zawsze taki sam: dotrzyj do danego punktu, weź odpowiednią broń i zapoluj na zwierzaka. Ich gatunków jest dość sporo, z czego najgroźniejszym jest zdecydowanie tytułowy Blood Dragon.

Ogromny, szybki i zabójczy. Dzięki szerokiemu zasięgowi jego lasera praktycznie zawsze każdy atak dosięga celu. Na początku będzie to przeciwnik nie do pokonania. A i też skurczybyk nie jest łatwy do zgubienia; łatwo nie odpuszcza i gdy już nas upatrzy to twardo stąpa krok w krok za nami.

Krwawe smoki mogą być jednak przydatne do odbijania placówek. Wystarczy podprowadzić takiego pod wejście, rzucić serce (które wydobywamy z poległych wrogów) jak najdalej w głąb bazy i tak oto staje się on naszym sprzymierzeńcem.