Home / Felietony / Nowy Black Ops…
Nowy Black Ops…

Nowy Black Ops…

Dłuuugo mnie tu nie było… w momenice, gdy człowieka przyciska robota, nie ma praktycznie na nic czasu, nie jest skory do siedzenia przed kompem i zamulonego wpatrywania się w ekran, gdzie te piksele skaczą… Wczorajszy, wolny zresztą dzień, poświęciłem głównie na cięcie w same starocie – Max Payne 2, Cod Waw, itd. Lubię sobię powybijać „złych” – ale cenię także realność – głównie w postaci dobrze odwzorowanych ruchów (Max Payne, to akurat porzesada – kolesie chyba nie mają kości ). Zastanowiło mnie także, co nadejdzie jako nowa gra z serii Call of Duty. Zawsze byłem jej wielbicielem, przeszedłem nawet wszystkie części, lecz gdy przeszukiwałem neta w poszukwianiu info o nowym tytule, po obejrzeniu trailera niżej… złapałem się za włosy i z ciarkami na plecach wypowiedziałem: „ja pierd…le!”. Ale w tym negatywnym sensie.

Zaczynało się standardowo. Cyk cyk cyk i pojawiające się napisy… i tu było pierwsze, negatywne odczucie – data 2025. Szlag… ale nic, może klimat będzie utrzymany. Kiedy jednak zobaczyłem później te charakterystyczne helikoptery pionowego startu, gości ubranych w uniformy i uzbrojonych jak „żołnierze przyszłosci”, na myśl przyszło mi kilka tytułów: Halo, Crysis i wiele innych fpsów, gdzie taki sam obraz można zobaczyć.

Zdenerwowało mnie to strasznie. Może nie tyle zdenerwowało, co osłabiło i wyssało moją energię do tego stopnia, że cieszę się, że jutro wolne. Chyba normalnie cofnę się do pierwszej części. Pamiętamy chyba wszyscy, jak to było kiedyś z Codem?

Nie pamiętam dobrze części pierwszej, ale jeśli chodzi o 2.. zaczęło się prosto, od frontów drugiej wojny światowej. Pamiętam bardzo dobrze akcje, głównie z „dwójki” – pod Stalingradem, gdy rzucałem ziemniakami do okien i wanien, co odwzorowywało rzucanie granatmi, w Normandii, gdy na plaży powitał mnie lekarz, który trzasnął mnie w policzek i powiedział coś w stylu „Będzie dobrze..”, z kapitanem Pricem, kiedy to pod El Alamein powtrzymywałem hordy germańców prubójących zdobyć mijescowe miasteczko… potem przyszedł czas na część 3 na konsoli, która nieszczególnie mnie zadowoliła, lecz dzięki czwartej części pozostałem przy tej serii na jeszcze dłużej – do dziś przypominają mi się sceny na Bliskim Wschodzie, gdy wraz z Gazem i Pricem i kilkudziesięcioma ruskimi odbijałem Nikołaja, czy wysoka, czarnobylska trawa, w której pomimo dużego promieniowania i ogromnej ilosci psów i żołnierzy wrgoa musiałem czołgać się pomiędzy transporterami. 5 część conajwyżej była ulepszona wersją „dwójki”, w której także po części odnalazłem siebie. Soczyste, krwawe strzelaniny, elegancka fizyka (ach te odruchy…), druga wojna, akcja pod fontanną Barmaleji czy zodbywanie Reichstagu… część 6 natomiast była kontynuacją części 4, nieco słabszą, lecz jakie było zadowolenie, kiedy w misji Syf Jak Co Dzień mogłem znaleźć się na amerykańskiej strzelnicy w bazie Feniks, a kilka godzin później walczyć na ulicach Afganistanu z talibami… Siódemka jest najbardziej kontrowersyjna… pomimo, że lubię Wietnam, ale tylko w specyficznym jego przedstawieniu, ta gra nie podeszła mi zbytnio… część 8, czyli MW3, pomimo Steama, którego nienawidzę, zdążyłem przejsć w całości i złego słowa powiedzieć nie mogę. Szczegolnie akcję w Indiach czy Afryce muszę uznać za niezapomnianą…

Podsumowując – co trzymało mnie przy serii Call of Duty – jak zapewne zdążyliście wywnioskować – realizm. Prawdziwe miejsca, realna broń, niezapomniane chwile.. lecz niestety część najnowsza, o ile dobrze liczę, dziewiąta, nie przypomina Call of Duty w ogóle, jedynie tytułem. Jeśli ktoś trzyma się linii, która zahacza o historyczne wydarzenia lub nawet nie, lecz stara sie odwzorować to, co mogłoby się stać w świecie ralnym, a za chwile „przełącza” się na linię świata nierealnego, to można uznać to za projekt stracony – przynajmniej w moich oczach – człowieka, który lubił tą grę właśnie za ten realizm i pewnie nie tylko ja!!!

Dziś świat niestety przechodzi na dzieje mocno „kosmiczne”. Nie wiem, co ma to na celu, (może strach przed cenzurą ze strony rządów danych panstw, a może to, by młode pokolenie otumanić i zapomnieli o takich wydarzeniach jak druga wojna?), ale gdybyście przyjrzeli się dziś stronie CDA, większosć tytuów to takie, których akcja dzieje się albo niewiadomo gdzie, albo niewiadomo kiedy. Chwile jak te spędzone z Call of Duty, czy w ogóle z grami, które odznaczały sie wysokim realizmem, zapewne już nigdy nie powrócą… albo powrócą i nie wiem, dlaczego.

Szkoda, ale mogę już wystawić jednostkową opinię o tej grze. Niestety, ale w ten tytuł nie zagram, możecie zapomnieć.

Pozdrawiam wszystkich, którym gdzieś tam w pamięci ukazują się sceny ze starej, poczciwej serii Call of Duty.