Home / Aktualności / Akcja / Sniper Elite III: Afrika – recenzja gry
Sniper Elite III: Afrika – recenzja gry

Sniper Elite III: Afrika – recenzja gry

Pierwszo- i trzecioosobowe strzelaniny to bodajże najbardziej popularny gatunek pośród gier wszelakich, w końcu kto nie lubi wyładować stresu dnia codziennego poprzez zaaplikowanie całego magazynka w stronę krwiożerczych ksenomorfów, zabójczych mutantów czy po prostu złych nazistów? Niestety, zbyt dużo współczesnych produkcji koncentruje się na wysokim tempie rozgrywki i dużej ilości przeciwników do wybicia, a kompetentnych tytułów poświęconych profesji snajperskiej jest jak na lekarstwo – pierwsze i praktycznie jedyne przychodzą na myśl serie Sniper Elite studia Rebellion, oraz rodzimy Sniper: Ghost Warrior. I tak się składa, że recenzowany dzisiaj Sniper Elite III: Afrika z całego tego zestawu stanowi najlepszą propozycję dla tych, którym niestraszna precyzyjna walka na odległość.

Ostatni widok w życiu, do rzyci

Ostatni widok w życiu, do rzyci

Jednak jak już zdołaliśmy się przyzwyczaić, w produkcjach tego typu jakąkolwiek absorbującą i choćby ciut interesującą fabułę traktuje się zwyczajnie po macoszemu – nie inaczej i w tym przypadku. Protagonistą całej serii jest strzelec wyborowy Karl Fairburne. Jegomość dziarsko podejmuje się na pozór samobójczych misji, które koniec końców decydują o dalszych losach drugiej wojny światowej. Jak wskazuje sam tytuł, tym razem trafia on na front afrykański, gdzie niemiecki generał Vahlen, swoją drogą wykreowany na typowego, przesiąkniętego despotyzmem do szpiku kości nazistę o irytującym sposobie mówienia, planuje stworzenie superbroni, mającej przechylić szalę zwycięstwa na korzyść państw Osi. Zadaniem gracza będzie ten proceder powstrzymać, ostatecznie, chcąc nie chcąc, zadecydować o dalszych losach świata. Sztampowe i miałkie, ale trzeba było przedstawić jakieś sensowne podłoże dla uśmiercania dziesiątek żołnierzy niemieckich i włoskich.

Tym zajęciem bowiem zajmiemy się przez przeważającą część trwającej około osiem godzin kampanii dla pojedynczego gracza. Z góry trzeba zaznaczyć, że sposobów na wyeliminowanie zagrożenia jest co najmniej kilka. Wykorzystywanie broni maszynowej stanowi najmniej efektowny i efektywny sposób – giwery mają ogromny rozrzut, my zaś mamy bardzo ograniczoną ilość amunicji, co oznacza, że bezpośrednie starcia są zwyczajnie kiepskim pomysłem. Ciche działanie to jednak zupełnie inna bajka, odkąd pamiętam lubiłem w grach, oczywiście jeśli to było możliwe, poświęcić nieco czasu na odpowiednie rozpracowanie przeciwników, ich zachowań i nawyków, by później bez większych problemów utorować sobie drogę do celu. W Sniper Elite III otrzymamy na wyposażenie niezwykle przydatny i często przeze mnie wykorzystywany pistolet z tłumikiem, kamienie do odwracania uwagi strażników oraz wszelkiej maści miny i pułapki, dzięki którym jesteśmy w stanie rozwiązać napiętą sytuację bez brudzenia sobie rąk.

Nie wymaga dalszego komentarza

Nie wymaga dalszego komentarza

Tu niestety objawia się pierwsza, dość spora wada produkcji studia Rebellion. Nawet jeśli żołnierze odkryją ciało swojego kolegi, często w ogóle na to nie reagują – jak gdyby zupełnie nic się nie wydarzyło, a Hans strzelał sobie krótką drzemkę na środku drogi, przez którą przejeżdżają ciężarówki z transportem. Kiedy jednak jegomoście już prawdziwie zorientują się, że coś jest nie tak, zamieniają się w ubersoldatów – dostrzegają nawet minimalne wychylenie się zza osłony, nawet z odległości dwustu metrów, zaś Karl staje się chodzącym magnesem na kule. Póki nie uda się opuścić zagrożony teren, albo naziści sami nieudolnie wychylą głowy ponad chroniący ich mur, wtedy…

Do gry wchodzi element grający tu pierwsze skrzypce, a mianowicie broń snajperska. Przy odpowiednio prowadzonym ogniu nikt nie ma szans na przeżycie spotkania z panem Fairburnem, co więcej, wprawiony gracz będzie siał spustoszenie takowym karabinem nawet na krótkim dystansie. Sama mechanika strzelania została zaprojektowana co najmniej dobrze – na tor lotu kuli mają wpływ siła wiatru oraz grawitacja, zaś twórcy udostępnili kilka poziomów trudności (w tym także jeden, całkowicie modyfikowalny!), dzięki którym możemy ustawić dodatkowe pomoce, pokroju dokładnego zaznaczenia miejsca trafienia pocisku czy braku wpływu wspomnianych powyżej czynników, albo wyłączyć wszystko i zdać się na własny instynkt. Szukającym wyzwania zdecydowanie polecam tę ostatnią opcję, wtedy to dopiero można poczuć prawdziwy klimat i wczuć się w profesję snajpera.

Przygotowanie taktyczne to dobry początek

Przygotowanie taktyczne to dobry początek

Największą atrakcją nie tylko uśmiercania na odległość, ale i całej produkcji w ogóle, jest rentgenowski killcam, z którego zasłynął już Sniper Elite V2, a który jednocześnie został wyniesiony w „trójce” na wyższy poziom zaawansowania. Skutkiem precyzyjnie oddanego strzału będzie festiwal krwi, pogruchotanych kości, zniszczonych organów wewnętrznych i… eksplodujących oczu. Tym razem ciała „obdarowano” mięśniami i układem krwionośnym, zatem całość wygląda nie dość, że bardziej profesjonalnie, to na dodatek dość realistycznie. Przy pierwszych kilkudziesięciu takich „kamerkach”, uśmiechamy się sadystycznie do monitora i podziwiamy, po setnym razie przewijamy, bowiem zdaje się, że wszystko już widzieliśmy, a w końcu czas to pieniądz. Niewątpliwie jest to przyjemny dodatek, wyróżniający serię spośród konkurencji, natomiast nie ma wielkiego wpływu na samą mechanikę rozgrywki.

Dużo większy wpływ ma zmiana charakteru rozgrywki na nieco bardziej otwartą. Studio Rebellion przygotowało osiem długich misji, różniących się od siebie naturalnie krajobrazem czy porą dnia, natomiast podobnych w jednej kwestii – stanowią praktycznie metaforyczną piaskownicę, w której to my decydujemy gdzie chcemy iść, co zrobić i w jaki sposób. Naturalnie, koniec końców musimy dotrzeć do konkretnego miejsca, z natury jednak im dłuższa droga, tym bardziej jest opłacalna, i tym mniej narobimy sobie kłopotów pokonując ją. Co więcej, przy odrobinie szczęścia i odpowiedniej ilości poświęconego czasu, jesteśmy w stanie ukończyć cały etap bez zaalarmowania przeciwników lub nawet oddania pojedynczego strzału. W tym tkwi duża siła Sniper Elite III, bowiem to gracz w przeważającej części jest reżyserem tego, co zaobserwuje na ekranie monitora.

Nie wiem co ładniejsze, zieleń czy czerwień

Nie wiem co ładniejsze, zieleń czy czerwień

Twórcy starali się o jak największą zawartość dodatkowych smaczków w grze, i poniekąd im się to udało. Przechodząc kolejne etapy odkrywamy listy wojenne, karty kolekcjonerskie, zaś praktycznie każda czynność premiowana jest punktami doświadczenia, składającymi się na otrzymywane stopnie wojskowe. Z każdym kolejnym otrzymujemy dodatkowe wyposażenie, które zresztą możemy przed każdą kolejną misją dowolnie zmieniać i dostosowywać do konkretnych warunków. Problem jednak w tym, że na usługi graczy przygotowane zostały ledwie cztery bronie snajperskie, i mimo że istnieje możliwość dalszej modyfikacji ich elementów składowych (a przez to także cechujących je statystyk), stanowi to pewien niedosyt. W końcu gra teoretycznie opiera się na wykorzystaniu karabinów wyborowych w praktyce.

Poza kampanią dla pojedynczego gracza, możemy spróbować swoich sił w trybie wyzwań. Nie jest to jednak nic angażującego, bowiem odpieramy jedynie kolejne fale wrogów, co dość szybko staje się nużące. Twórcy przygotowali ponadto pełnoprawny moduł sieciowy, jednak trudno mi pisać na ten temat w superlatywach, bowiem jestem przeciwnikiem nie tylko rozgrywek sieciowych w ogóle, ale snajperskich rozgrywek sieciowych w szczególności. Nie dość, że graczy jest jak na lekarstwo i trudno znaleźć serwer z więcej niż kilkoma zapaleńcami, to na dodatek panuje nieprzebrana nuda. Fundusze przeznaczone na stworzenie trybu multiplayer przeznaczyłbym albo na doszlifowanie kampanii singlowej, albo dodatkową zawartość w rzeczonej. Teoretycznie istnieje możliwość ukończenia jej w kooperacji z drugim graczem, jak również odbycie specjalnie zaprojektowanych do tego misji (w których jedna osoba wciela się w snajpera, druga zaś w zwiadowcę), lecz z powodu braku chętnych nie byłem w stanie tego osobiście przetestować.

Mózg roz...

Mózg roz…

Jak natomiast prezentuje się Sniper Elite III z perspektywy przygotowania technicznego? Grę trudno określić mianem przepięknej, choć ma swoje momenty i na ogół prezentuje się należycie. Co prawda z czasem naszym oczom może się wydawać, że „trójce” poziomem wykonania bliżej do roku 2007, a nie 2014, ale program wynagradza to naprawdę bardzo dobrą optymalizacją kodu oraz stosunkowo niskimi wymaganiami sprzętowymi. Z czystej ciekawości uruchomiłem go na zabytkowej dla wielu karcie GeForce 9800GT, tytuł działał płynnie na średniowysokiej szczegółowości obrazu, co stanowi nie lada gratkę dla posiadaczy starszych podzespołów. Co zaś tyczy się sfery audio, mam duże zastrzeżenia do konsekwencji wykonania, a raczej jej braku. Niemieccy i włoscy żołnierze posługują się swoimi rodzimymi językami podczas trwania rozgrywki, natomiast w trakcie przerywników filmowych słyszymy angielski z charakterystycznym, na maksa irytującym niemieckim akcentem. Nie wspomnę też o motywach muzycznych, które uruchamiały się przy wykryciu Karla przez nazistów i przy okazji w moim osobistym mniemaniu przypominały „tekturowe budżetówki”, a nie ambitne projekty, jakim teoretycznie jest Sniper Elite III.

Koniec końców, najnowsze dziecko studia Rebellion ma więcej zalet, niż wad, i stoi o kilka poziomów wyżej od naszego rodzimego Sniper: Ghost Warrior 2 w temacie gier snajperskich. Na chwilę obecną trudno znaleźć lepszy substytut, który w niezły sposób zaspokoi potrzeby miłośników karabinów wyborowych i bardziej subtelnego podejścia do eliminacji przeciwników. Poza tym, dopracowany rentgenowski killcam jest dodatkowym smaczkiem, jeszcze bardziej potęgującym doznania z quasi-otwartej kampanii. Zasłużona „siódemka” z plusem w dziesięciostopniowej skali ocen.

Grę do recenzji dostarczyła firma Techland

logo Techland