Home / Aktualności / Akcja / STALKER – recenzja gry
STALKER – recenzja gry

STALKER – recenzja gry

W momencie, gdy nie mogłem odpalić MW3 (ściągałem 14 GB ‚aktualizacji’) jakoś tak, nie mając co robić, wygrzebałem płytkę CDA z grudnia 2011 roku. Zobaczyłem – STALKER. Hmmm… Oczywiście grałem w to „coś” jakieś 2 lata temu, ale nie pamiętam, by mnie to jakoś strasznie wciągnęło. Ale o tym za chwilę. Póki co, trzeba nadmienić, że ten tekst to nie jakaś tam recenzja (nigdy w tym dobry nie byłem), ale pełno tu spoilerów, (zresztą, cały ten tekst to jeden wielki spoiler), więc jak nie grałeś – co oczywiście jest mało prawdopodobne – i nie chcesz psuć sobie zabawy – nie czytaj To tylko „rzut moim okiem”

Trzeba by powiedzieć, że nigdy ta gra mnie nie wciągnęła. Nigdy, do ostatniego czasu. Jakieś 2 lata temu, jak to dopaliłem, zobaczyłem brzydkie obiekty, mapy i całą resztę, która ładuje się o wiele dłużej od przeciętnego Call of Duty. Pamiętam, jak wychodziłem z bunkra, zastrzeliłem zmutowanego psa i potem jakoś to odinstalowałem, zapomniałem. Do gry jednak wróciłem niedawno, przechodząc ją w całości. Sorki za „lekkie” (wiem, że ju z niebawem 5 letnie) spóźnienie… Ale cóż Blog powoli się rozwija

Standardowy widok, jaki towarzyszy nam przez całą grę widać na screenie powyżej. Oczywiście takie spluwy, jak tam, zdobywamy z czasem, zaczynając od małego pistoleciku Makarowa, kończąc na działku Gaussa. Ale o tym później.

Jeśli chodzi o mapę, nie jest do końca jedna, jak w GTA czy Far Cry 2. Albo nie, dokładniej. Mapa jest jako tako jedna, tylko jest ona podzielona na niewielkie kawałki i po przejściu na dany obszar towarzyszy nam ekran ładowania. Nie wiem, ile tam na oko jest km2, ale w cholerę. Jak w FC2 było niby 50, 25 na jednej połówce, to tam, będzie jakieś 70. Na całej mapie. Każda część mapy ma swoją nazwę – Jantar, Wysypisko, Prypeć, itd. Z każdym kawałkiem mapy powiązane są zadania, które zlecają nam różni kolesie. Szczególnie handlarze – barmani. A także od naszych kumpli, grzejących się przed badylami w metalowej beczce.

 

Zadania te polegają głównie na zdobywaniu informacji. Oczywiście nie obejdzie się – przy okazji – bez zabijania różnych zmutowanych gadów, psów, ludzi, duchów a nawet kolesi-robotów ubranych w skafandry, rodem tych z Wolfensteina. Zabić jest trudno, chyba tylko dlatego, iż broń jest bardzo niecelna. Nieważne, czy snajperka, czy najzwyklejszy pistolet – obydwa te urządzenia mają ogromny rozrzut – i tylko cudem można trafić w głowę – i tak najszybciej zabić wroga. Co ciekawe, realizm tez jest załamany. I to w ogromnym stopniu – mały pistolecik, z którym zaczynami grę, razi na ten sam dystans, co np. snajperka! Oczywiście siła pocisku nie ta, celność nie ta… ale… no niestety.

Na całej mapie mamy także – oprócz ogromu „żywych” wrogów – pełno różnych zjawisk – anomalii. Jedną z nich pokazuje screen poniżej, po rzuceniu w nią śrubą, uniwersalnym narzędziem do wykrywania tych anomalii.

Są to różnego rodzaju błyskawice (jak wyżej), tęczowe kule, płonące słupy ognia, itd., itd. Potrafią zabić, ale tylko w czasie postoju w ich miejscu w dłuższym czasie. Jeśli natomiast chodzi o promieniowanie, to jest ono wszechobecne. To, jaki jest poziom promieniowania, ukazuje nam symbol po prawej stornie ekranu. Są także jeszcze inne symbole, mówiące nam o zranieniu (trzeba użyć bandażu) oraz o głodówce (trzeba coś zjeść – tak, zjeść!). Powiemy sobie też o tym ekwipunku. Możemy zabrać przeróżne rzeczy – od jedzenia, przez broń, po macki pijawek i lecznicze kamienie. Nasz bohater – Naznaczony – może unieść max. 60 kg. Jak będzie więcej, zobaczymy tylko tekst – „Jesteś zbyt obciążony, by iść dalej”. Wtedy polecam zjeść kilka chlebów albo wyrzucić zbędne rzeczy

Tyle tego opisu. A o co w ogóle chodzi w tej grze? Mamy zabić niejakiego Striełoka. Przeczytałem gdzieś tylko, że w czasie kształtowania charakteru bohatera przez całą grę, w ostatniej misji, przed ‚spełniaczem życzeń’ ma on wypowiedzieć 4 wersje zakończenia, a w jednej z nich ma być zawarta ‚prośba’ o śmierć Striełoka. Mój powiedział, że chce, by Zona zniknęła – potem przechodzi w stan jakby ogromnego „naćpania” – ukazuje u się wizja nowego świata – wszystko rozkwita, ptaszki śpiewają, ale światło jest tak oślepiające, że musi zamknąć oczy. Niestety, otwiera oczka, a tu zonk . Co się stało – nie zdradzę.