Najlepsze gry to te, które w nas zostają. Te, które wywołują tak silne emocje, że nie pozwalają oderwać się od bohaterów. I to nie dlatego, że ich podziwiamy czy chcemy być tacy jak oni. Nie dlatego, że chcemy posiadać wyjątkowe cechy czy moce, a dlatego, że chcemy się z nimi utożsamiać.

Survival w wersji postapo

„The Last of Us” pokazało się światu w czerwcu 2013 roku i nie upłynęło od tego momentu dużo czasu, kiedy okazało się, że gra zyskała zwolenników, a nawet wyznawców na całym świecie. Tytuł nie czekał długo na pozytywne recenzje. Ba, w ocenie krytyków szybko został okrzyknięty arcydziełem. Trzy tygodnie po premierze na całym świecie sprzedano ponad 3,4 miliona egzemplarzy tego survivalu z elementami horroru.

Jak się zachowasz, jeśli będziesz musiał zabić, by żyć?

Akcja gry rozpoczyna się w Austin, gdzie Joel samotnie wychowuje córkę Sarah. Zaczynamy obserwować ich losy w feralną noc, kiedy Joel wraca późno do domu, a córka czeka na niego z urodzinowym prezentem w postaci zegarka. Ponieważ Sarah czekała długo na tatę, niedługo po jego przybyciu zasypia. Budzi ją w nocy telefon od wujka. Niedługo później dziewczynka po raz pierwszy widzi na własne oczy śmierć, kiedy jej ojciec musi zastrzelić intruza, który niespodziewanie znajduje się w ich domu. Joel z córką muszą uciekać z domu, na ulicach trwa panika związana z pojawieniem się w mieście mutantów. W trakcie ucieczki ojciec i córka zostają postrzeleni, w efekcie Sarah umiera, a gracz zostaje przeniesiony do 2033 roku, kiedy trwa kwarantanna, a Joel jest przemytnikiem broni.

W trakcie podróży Joela z przyjaciółką oraz przypadkowo spotkaną nastolatką Ellie, mężczyzna odkrywa, że ta 14-latka nie jest podatna na ataki mutantów i mimo ugryzienia przez jednego z nich nie zostaje zainfekowana. Ta cecha sprawia, że dziewczynka ma zostać dostarczona przez Joela za sporą sumę pieniędzy do pewnej organizacji. Dalsza część podróży to już ucieczka Joela i Ellie, która jest dla niego kimś w rodzaju przybranej córki, na którą mężczyzna przelewa ojcowską miłość. Nastolatka jest nad wyraz dojrzała i interesuje się życiem rówieśników z przeszłości – doskonale się z Joelem dogadują, dziewczyna pomaga mu przeżyć trudne chwile choroby. Wkrótce wychodzi na jaw, że Ellie, będąc odporną na ataki mutantów ma zostać dawcą mózgu, który posłuży do przygotowania szczepionki przeciw intruzom.

Joel nie decyduje się oddać Ellie na pewną śmierć i tuż przed planowaną operacją wykrada ją ze szpitala. Ellie jednak nie dowiaduje się prawdy, bo kiedy się budzi Joel opowiada jej historię o tym, że osób jej podobnych (odpornych na ataki mutantów) jest więcej. Tak kończy się pierwsza część fascynująco poprowadzonej opowieści.

Część druga legendarnej gry wzbudziła burzę

Odpowiedzialne za „The Last of Us” studio Naughty Dog (twórcy m.in. „Uncharted”) nie poprzestało jednak na takim zakończeniu i stworzyło cześć drugą, tym razem dla tych, którzy są posiadaczami konsoli PlayStation 4. Nie mogło być łatwo, skoro pierwsze „The Last of Us” zdobyło tytuł najlepszej gry 2013 roku. Premiera drugiej części gry miała miejsce 19 czerwca 2020 roku. Akcja „The Last of Us Part II” zaczyna się w 2038 roku, czyli w momencie, kiedy epidemia trwa już 25 lat, a nasza, obdarzona wyjątkowymi cechami bohaterka ma już 19 lat.

 

Ta część zdradza wiele na temat emocji, jakie targają główną bohaterką. Nie chcąc spoilować, wystarczy powiedzieć, że Ellie robi rzeczy, o które zachwyceni nią gracze pierwszej części na pewno jej nie podejrzewali. Ale nie tylko główna bohaterka zaskoczyła graczy. Aktorka udzielająca głosu Abby na początku lipca 2020 roku, czyli zaledwie kilkanaście dni po premierze, zaczęła otrzymywać pogróżki, w których straszono śmiercią nie tylko ją, ale również jej rodziców. Wszystko za sprawą zachowania odtwarzanej przez nią bohaterki. To świadczy nie tylko o wielkim wpływie gry, ale także możliwości niewłaściwego odczytania jej sensu. Oczywiście każdy może definiować zachowania bohaterów na swój sposób, ale twórcy skoncentrowali się wpływie, jaki na życie ma bezsensowna przemoc i powody jej stosowania. Zadali sobie trud, by postawić przed graczami ważne pytania, takie jak: do jakiego punktu można się posunąć w zemście i czym ona właściwie jest.

„Tha Last of Us” jest jak używka, bo niewłaściwie zastosowana może poczynić prawdziwe szkody w psychice. Gracz może się poczuć oszukany, zdołowany czy po prostu zdezorientowany. Nie zmienia to faktu, że właśnie ową surową brutalnością i naprawdę trudnym w odbiorze obrazem, twórcy sięgają gracza przemyśleń. Środki wyrazu, jakich użyto w tej grze, by zadawać pytania i stawiać tezy są wyjątkowe. Jak w każdym innym dziele i tutaj mamy swego rodzaju zabawę z widzem, która jednak nie bawi w podstawowym tego słowa znaczeniu, a zmusza do refleksji. Dlaczego ta gra jest wyjątkowa? Bo jest sztuką. Sięga po rzadko używane metody, by pobudzić. Może ktoś powie, że pobudzić/obudzić zbyt gwałtownie, ale to trochę jak z „Sądem Ostatecznym” Hieronima Boscha – może i przeraża, ale na pewno nie pozwala przejść widzowi obok siebie obojętnie.