Podczas rywalizacji w DTM mieliśmy okazję podziwiać samochód, który wydawać by się mogło, jechał bez kierowcy. To oczywiście niemożliwe, ale mieliśmy do czynienia ze zdalnym sterowaniem i jest to coś, na co należy zwrócić uwagę. Z pełnym przekonaniem można powiedzieć, że za nami coś wyjątkowego.

Gra komputerowa w rzeczywistości

Niektórzy mogą powiedzieć, że mamy do czynienia z grą komputerową, która miała miejsce w rzeczywistości. Z drugiej strony podczas takiej gry widzimy wirtualną postać, która siedzi za kierownicą. Zdalne sterowanie kojarzy się także z zabawkami dla dzieci.

Rozwój jest jednak czymś nieuniknionym. Przechodząc już do sedna sprawy, możemy mówić o jednym okrążeniu, ale niech to nikogo nie zwiedzie – mieliśmy do czynienia z niezwykłą sytuacją. Zresztą gry komputerowe przez internet są tego świetnym przykładem – rozrywka przez internet może nieść za sobą kłopoty z łączem, a takie kłopoty automatycznie przekładają się na problemy. Gdyby komuś zależało na konkretach, 20 milisekund opóźnienia w połączeniu to jeden metr. Za prowadzenie pojazdu odpowiadał Tim Heinemann, mistrz DTM Trophy. Tim znajdował się 80 km od samochodu i można powiedzieć, że jechał autem, którego nie widział. Warte podkreślenia jest też to, że udało mu się uzyskać prędkość 150 km/h!

Kto wie, może to jest też swego rodzaju sygnał? Gry komputerowe stają się coraz bardziej realistyczne, a w przedstawionym przypadku mieliśmy do czynienia z czymś, co przypominało grę komputerową. Oczywiście trzeba również pamiętać o tym, że wszelkie przewidywania nie muszą mieć przełożenia na realia (przyszłość to zawsze niewiadoma).